Rys historyczny

administrator_tt

Wielka wojna przeorała Europę i Świat. Naturalnie przetoczyła się również przez nasze miasteczko. Nie sposób było nie czuć strachu, kiedy zbliżał się front. Ale razem ze strachem, tliła się nadzieja. Kiedy w sierpniu 1915 r. Rosjanie opuszczali Siedlce, radość nie mogła być pełna. Na miejsce zaborcy przybywał nowy okupant. Dopiero na koniec wojny mogła wybuchnąć z pełną siłą. W dniu 11 listopada 1918 r. rozbrojono załogę niemiecką, a władza została przekazana jednemu z obywateli miasta, Franciszkowi Godlewskiemu. Nie do wszystkich docierało co dzieje się na szczytach władzy, ale wszyscy zdawali sobie sprawę, że rozpoczyna się nowy okres dla Polski. Uwierzyliśmy, że niepodległość oferuje nam nowe szanse. Wystarczy wziąć je w swoje ręce i zacząć budować swoją przyszłość…

Jak powstała nazwa naszego miasta? Nikt nie da głowy, że zna prawidłową odpowiedź. Racjonaliści będą wywodzić od słowa „siodło”, a marzyciele przytoczą legendę, jakoby królowa Bona, mająca w okolicach swe posiadłości, zachwycona stwierdziła, że miejsce to byłoby dobre na siedlisko. My sami najbardziej lubimy humoreskę, jak to pewien domorosły znawca hebrajskiego wykoncypował sobie, że nazwa Siedlce – Szedlec pochodzi od dwóch słów: „Szed”, czyli diabeł i „lec” – błazen. Razem dają złego ducha, w ogóle coś, co jest najgorsze w świecie żydowskim. Sami przyznacie, że tak zaczynając można liczyć, że będzie już tylko lepiej.

Tak czy inaczej, pierwsza wzmianka o Siedlcach pochodzi z roku 1448. Co prawda, było to tylko pełnomocnictwo krakowskiego biskupa Zbigniewa Oleśnickiego wydane duchownemu Mikołajowi z parafii łukowskiej celem pobrania dziesięciny ze wsi Siedlecz. Może nie ma się jeszcze czym szczycić, ale jakoś trzeba się wyłonić się z mroku dziejów. Miejscowość należała do Siedleckich z rodu Gniewoszów herbu Rawicz. Dzięki staraniom Stanisława Siedleckiego Siedlce stały się parafią (w 1532 r.), a co więcej – wystarał się on również, by król Zygmunt I nadał im prawa miejskie już w 1547 r.

Pamiętać jednak należy, że złoty wiek dla Siedlec, to wiek XVIII, a zwłaszcza jego druga połowa, kiedy właścicielką miasta stała się po śmierci Michała Czartoryskiego jego córka, Aleksandra Ogińska. To właśnie Czartoryscy i Ogińscy uczynili z Siedlec warte odwiedzenia miasto rezydencjonalne zaplanowane i zrealizowane przez najlepszych architektów. Wspomnieć wystarczy pałac, zabudowania dworskie, czy jeden z pierwszych i najpiękniejszych ówcześnie parków sentymentalnych według „najnowszych” wzorców. A gdzie jeszcze i kościół św. Stanisława, i brama triumfalna, i odwach. No i ratusz zwieńczony figurą Atlasa. Tak, nie da się ukryć, że księżna Aleksandra uczyniła z Siedlec ważny ośrodek życia towarzysko-kulturalnego, gdzie organizowała liczne przedstawienia teatralne, bale, przejażdżki, festyny. Do którego tłumnie zjeżdżali goście, jak to się dawniej mówiło, wszystkich stanów, w tym sam król Stanisław August (nota bene brat cioteczny księżnej).

Po jej śmierci, spadkobiercy odstąpili rządowi austriackiemu dobra siedleckie i tak Siedlce stały się miastem rządowym. Dla wielu w tym miejscu kończy się chlubna historia Siedlec, które odtąd będą dla nich li tylko nieznaną szerzej prowincjonalną mieściną. Z bezładną rozbudową i bez rozwiniętej kultury. I na na nic zaklinanie rzeczywistości, powoływanie się na liczby, czy dodawanie sobie splendoru przywołując szczytne miana w rodzaju „stolica Podlasia”. I na nic przekonywanie, że to ciągle było jedno z ważniejszych miast na tym terenie. Bo przecież, wcielone  (1809 r.) do Księstwa Warszawskiego stało się miastem głównym departamentu, czyli siedzibą lokalnych władz. A zaraz potem (1815 r.), w Królestwie Polskim, zostały miastem stołecznym województwa podlaskiego. I –  po krótkim okresie bycia miastem powiatowym – znów „awansowały” do bycia miastem gubernialnym w nowo utworzonej (1867 r.) guberni siedleckiej, trzeciej co do obszaru guberni w Królestwie. W tym też czasie, względny rozwój miasta splótł się z nasileniem rusyfikacji.

 

Aż przyszedł czas okrutny, a jednak – wbrew wszystkiemu – dający wiele nadziei. Czas Wielkiej Wojny (I wojny światowej). Czas, kiedy – jak po cichu liczono – starcie mocarstw może stać się szansą dla Polaków. Nie inaczej było w Siedlcach. Front przetoczył się momentalnie. Krótkotrwałe walki nie przyniosły miastu większych zniszczeń. Ucieczkę Rosjan przyjęto z wielką radością, ale i wkroczenie wojsk niemieckich powitano, może nie entuzjastycznie, ale jednak przychylnie. Raczej na zasadzie, że gorzej być nie może. Już w 1916 r. odbyły się pierwsze w Siedlcach wybory do Rady Miejskiej. Aż nadszedł listopad roku 1918. Polacy przejęli miasto – rzec można bez większej przesady – bez jednego wystrzału. Jak wynika ze wspomnień świadków, rozbrajano Niemców, którzy bez wahania oddawali broń. Uczestniczyli w tych wydarzeniach nie tylko legioniści, ale i nastolatkowie i jeszcze młodsze urwisy.

W jakim stanie Siedlce powitały niepodległość? Było to 30-tysięczne miasto, którego blisko połowę mieszkańców stanowili Żydzi. Bez większego przemysłu, handlem stojące, otoczone bogatymi wsiami. Ale stanowiło jednocześnie ważny na Podlasiu ośrodek szkolnictwa. Młode państwo, samo będące w budowie, oddało w ręce obywateli inicjatywę. Nastąpiło ożywienie polityczne, kulturalne i społeczne. Ludność zaczęła się organizować.

 

SPOŁECZEŃSTWO

Wojna jednak nie pozostała bez wpływu na przekrój społeczny miasta. Liczba ludności (posługując się liczbami ze spisów powszechnych z 1911 r. i dziesięć lat późniejszego) spadła prawie o 500 osób (do 30.676 osób). Poza tym, o ile przed wojną mężczyźni stanowili ponad 54% mieszkańców, o tyle po wojnie niecałe 47%. Ciekawą sytuację można również zaobserwować w przypadku podziału społeczeństwa ze względu na deklarowaną religię. W pierwszych latach XX stulecia, obywatele wyznania mojżeszowego byli dwukrotnie liczniejsi (ponad 60% ludności) od katolików. Ale, co warte podkreślenia, odsetek prawosławnych osiągnął poziom 6,8%, czyli przewyższał średnią dla całego Królestwa. Co nam przyniosła niepodległa? Dane radykalnie się zmieniły: katolicy – 51,2%, wyznanie mojżeszowe – 47,8%, prawosławni – 0,7%, ewangelicy i inni (w tym 12 tzw. bezwyznaniowców) – 0,3%.

Co się stało? Należy pamiętać, że ówcześnie religia była często głównym wyznacznikiem narodowości, gdzie katolik jest tożsamy z Polakiem, a prawosławny to automatycznie Rosjanin. Tym bardziej, że w realiach odrodzonej po 123 latach niewoli Rzeczypospolitej posiadający uprzywilejowaną pozycję Kościół rzymskokatolicki miał stać się fundamentem umacniającym nowe państwo. Kościół prawosławny, choć uznawany po wojnie przez państwo, napotykał problemy zarówno w konsolidacji, próbując odnowić struktury, jak i – ze względu na ograniczanie ilości czynnych cerkwi – w wykonywaniu posług duchowych.

Jak więc widać, porównujemy dwa totalnie różne okresy: niepodległą Polskę i Królestwo Polskie (w nomenklaturze urzędniczej – Kraj Przywiślański), całkowicie uzależnione od Rosji, gdzie związek państwa i religii był jeszcze ściślejszy. Błędem byłoby jednak twierdzić, że wyznawcy prawosławia to wyłącznie ludność napływowa z głębi Rosji. Wielu z nich stanowili prawosławni mieszkańcy Podlasia, których naturalnym celem migracji było jedno z największych miast w okolicy.

Po odzyskaniu niepodległości, sytuacja Cerkwi prawosławnej zmieniła się diametralnie. Wielu wyznawców prawosławia, z obawy przez represjami nie afiszowało się ze swą wiarą. Tym bardziej, że ciągle żywe było wspomnienie rusyfikacji. A i formalnie Kościół prawosławny w Polsce funkcjonował w strukturach patriarchatu moskiewskiego, by uniezależnić się dopiero w 1925 r. Sytuacja była tym trudniejsza, że zabrakło osobom wyznania prawosławnego stałego miejsca do sprawowania kultu religijnego. Sobór p.w. Zesłania Ducha Świętego już przez niemieckiego okupanta wykorzystywany był jako kościół garnizonowy dla wojska. Nigdy już nie został zwrócony prawosławnym, przejęty – wraz z innymi nieruchomościami przez Kościół rzymskokatolicki. Aby przypieczętować tę zmianę, decyzją kapelana wojskowego, budynek został pozbawiony zewnętrznych znaków przynależności do prawosławia poprzez likwidację kopuł. Przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego wierni musieli borykać się z problemami lokalowymi, uczestnicząc w modlitwach w budynkach mieszkalnych, nie doczekawszy się świątyni „z prawdziwego zdarzenia”.

 

W XIX wieku, jak już wspomniano, Żydzi stanowili większość w Siedlcach. W niepodległej Polsce, choć oczywiście nadal stanowili bardzo liczną grupę obywateli, ustępowali już liczebnie katolikom. Chyba nikt nie pokusił się o dokładne prześledzenie i zanalizowanie tego stanu. Oczywiście nadużyciem byłoby twierdzić, że nagle bardziej „opłacało się” uchodzić za katolika (zwłaszcza w rodzinach mieszanych, gdzie religia nie stanowiła ważnego aspektu). Należy przypuszczać, że taki stan rzeczy stanowił wynik ruchów migracyjnych, tak na terenie RP, jak również za granicę. Przyczyny mogły być ekonomiczne, jak i polityczne. Tak czy inaczej, wywierali Żydzi na sytuację w Siedlcach niebagatelny wpływ. W interesującym nas okresie ich życie religijne toczyło się przede wszystkim w synagodze oraz ponad trzydziestu bóżnicach (z łączną liczbą ponad 4000 miejsc). Działało również kilka partii oraz kilkadziesiąt stowarzyszeń i związków zawodowych. Dążenia polityczne rozdzielić można generalnie na dwa kierunki. Pierwszym z nich był ruch syjonistyczny, którego ideą było stworzenie niepodległego państwa żydowskiego. Przeciwny kierunek reprezentowali zwolennicy dążenia do równouprawnienia w ramach II Rzeczypospolitej.

 

Siedleccy katolicy jako wyznawcy religii dominującej (w jak najszerszym znaczeniu tego słowa), po okresie rusyfikacji, znaleźli się w całkowicie nowej rzeczywistości. Kult religijny mógł się odbywać bez żadnych ograniczeń, a wręcz z pełną przychylnością władz. Modlić się mogli w kilku świątyniach – od najstarszego, wybudowanego w poł. XVIII w. kościoła p.w. św. Stanisława aż po nowo wybudowany kościół p.w. NMP, którego podniesiono do godności katedry. Siedlce bowiem stały się stolicą ponownie powołanej diecezji podlaskiej. Do nich dołączył – na bazie „faktów dokonanych”, czyli przejmowania dóbr prawosławnych i pounickich – kościół garnizonowy.

 

SZKOLNICTWO

Z chwilą odzyskania niepodległości nastąpił w Siedlcach szybki rozwój szkolnictwa, a liczba uczniów w publicznych szkołach powszechnych wzrosła dwukrotnie, przekraczając liczbę 2500. Liczba szkół wzrastała, aż do 18, chociaż ich zorganizowanie czasem pozostawiało wiele do życzenia – wśród nich było jedynie pięć 7-klasowych.

Ale to nie szkolnictwo powszechne czyniło z Siedlec ważny punkt na mapie kształcenia w regionie. Utworzone z trudem w okresie zaborów mniejsze i większe szkoły mogły stanowić podwaliny do utworzenia i utrzymania szerokiego spektrum nauczania. Jedną z ważniejszych placówek było Podlaskie Gimnazjum Filologiczne – kontynuator Szkoły Ośmioklasowej Prywatnej Męskiej Tadeusza Radlińskiego. Pod rządami bodajże najważniejszej postaci siedleckiego nauczania – Mieczysława Asłanowicza – zostało upaństwowione jako jedno z pierwszych w kraju. Aktu tego dokonał prof. Antoni Ponikowski – minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (nota bene siedlczanin). Z czasem dokonano podziału placówki na Gimnazjum Państwowe Męskie im. B. Prusa (humanistyczne) i Gimnazjum Państwowe im. Hetmana S. Żółkiewskiego (matematyczno – przyrodnicze).

Edukacja dziewcząt wiąże się z kolejną ważną postacią – Jadwigą Barszczewską-Michałowską. Utworzona dzięki jej staraniom w 1904 r. Szkoła Handlowa Żeńska została upaństwowiona i przemianowana na Gimnazjum Państwowe Żeńskie im. Królowej Jadwigi.

Tylko w tych placówkach w latach 30-tych pobierało naukę jednocześnie ponad 1000 uczniów.

Obok nich istniały też prywatne szkoły średnie ogólnokształcące, z pełnymi prawami szkół państwowych. Wśród nich najstarsza tego typu placówka – Prywatne Gimnazjum Żeńskie im. Konstancji Zembrzuskiej oraz prowadzone przez Wacława Szwedowskiego Gimnazjum Realne Męskie i trzyletnia Szkoła Handlowa.

Specyficzną placówką było Podlaskie Mniejsze Seminarium Duchowne czyli Wyższe Gimnazjum Biskupa Podlaskiego im. Świętej Rodziny. Trudno wskazać właściwą nazwę, gdyż – można odnieść wrażenie, że nie przywiązywano do tego większej wagi. Nawet w dokumentach wewnętrznych stosowano różne nazewnictwo. Ważniejszym było dla twórcy placówki, bpa Henryka Przeździeckiego, by na egzaminach do szkół wyższych honorowano wystawiane przez nią świadectwa maturalne. Uczniowie mieszkali w szkolnym internacie, a życie szkolne normował szczegółowy regulamin. Szkołę ukończyło ze świadectwem dojrzałości jedynie 15% uczniów, a jedynie 9,5% wstąpiło do Wyższego Seminarium Duchownego w nieodległym Janowie Podlaskim.

Całość obrazu uzupełniały mniejsze, kilkudziesięcioosobowe placówki takie jak: Państwowe Seminarium Nauczycielskie Męskie, przemianowane z czasem na Liceum Pedagogiczne Żeńskie, Państwowa Szkoła Rzemieślniczo-Przemysłowa im. S. Staszica, Szkoła Rolnicza, Szkoła Handlowa, Prywatna Szkoła Zawodowa Żeńska i inne.

Zdecydowaną większość uczniów stanowili uczniowie i uczennice narodowości polskiej. W Siedlcach istniała również powszechna szkoła religijna zwana Talmud-Torą (Nauką Tory) będąca pod ideologicznym wpływem ortodoksyjnej części Żydów. Została ona poddana pod nadzór kuratora oświaty, w związku z czym wprowadzono świeckie elementy nauki (język polski, arytmetykę, rysunki, historię, geografię i przyrodę). Próbowano również rozwinąć ją w kierunku nauki zawodu. W szkole przeciętnie uczyło się 300-400 dzieci, które między sobą porozumiewały się w języku jidysz. Funkcjonowały również mniejsze, świeckie placówki, gdzie nauczano w językach jidysz i hebrajskim.

 

PRZEDSIĘBIORSTWA

Po odzyskaniu niepodległości sytuacja gospodarcza Siedlec nie należała do najłatwiejszych. Warto pamiętać, że w XIX w. przemysł w mieście nie rozwijał się tak ze względu na brak surowców, odległości od większych ośrodków gospodarczych, jak i politykę carską widzącą w Siedlcach centrum rolnicze i administracyjne. Dodatkowo część zakładów uległa zniszczeniu w czasie Wielkiej Wojny, część wywieźli Rosjanie, a ich odejście wiązało się z zamknięciem rynków zbytu (to przede wszystkim uderzyło w branżę szewców, którzy przed wojną prowadzili ok. 130 warsztatów). Z pewnością nie pomagała również sytuacja ogólnokrajowa, czyli wielka inflacja (lata 1918-1923), okres poinflacyjnej recesji (1926-1929) i kryzys gospodarczy (1929-1935).

Należy podkreślić, że obok handlu ważnym czynnikiem rozwoju Siedlec dwudziestolecia międzywojennego było indywidualne rzemiosło. O obliczu przemysłu decydowały drobne zakłady, w których pracowali właściciele z członkami rodzin, ewentualnie zatrudniając niekiedy niewielką  liczbę pracowników. Nie należy się zatem sugerować nazwami, czy przykładać dzisiejszych wyobrażeń do siedleckich przedsiębiorców. Zatem by określić dany zakład „fabryką”, wystarczyło by dany warsztat rzemieślniczy wykorzystywał napęd mechaniczny i zatrudniano w nim siłę najemną. Jak wynika ze statystyk z 1928 r. spośród 600 zakładów produkcyjnych średnich 3 należały do IV kat., 4 do V, a aż 543 do VIII.

Osobną kategorią były tzw. miejskie przedsiębiorstwa, takie jak elektrownia, stolarnia, betoniarnia i inne. Co prawda na posiedzeniach Rady Miejskiej krytykowano często celowość ich prowadzenia, gdyż często zamiast zysku przynosiły deficyt i proponowano wydzierżawić je osobom prywatnym.

Można chyba zaryzykować stwierdzenie, iż Siedlce jako ośrodek życia przemysłowo-handlowego nie wyróżniały się ani ilością, ani jakością zakładów. Jedynie największe przynosiły znaczny zysk i zauważalną produkcję. Nic też dziwnego, że tutejsza warstwa rzemieślnicza, zwłaszcza spośród ludności żydowskiej, żyła w naprawdę ciężkich warunkach, poważnie rozważając możliwości emigracji do innych, bardziej rozwiniętych gospodarczo miast, czy wręcz krajów. Pozostali często jednoczyli się w cechach rzemieślniczych: piekarzy, stolarzy, murarzy, wędliniarzy, krawców, cieśli, fryzjerów, szewców, czy ślusarzy. Powstawały również organizacje przekraczające podział branżowy, jak np. Centralny Związek Rzemieślników Żydowskich.