Wernisaż: Malarstwo & fotografika Marii Jabłońskiej-Chamluk

administrator_tt

Baner wystawa popr.

4 listopada o godzinie 19.00 serdecznie zapraszamy na wernisaż Marii Jabłońskiej-Chamluk.  Jest to pierwsza autorska wystawa artystki, na kórej zobaczyć będzie można malarstwo i fotografiki. Jest to sztuka bardzo osobista, bazująca na życiowych doświadczeniach autorki oraz będąca wyrazem głębokich przeżyć i przemyśleń.

Maria Jabłońska-Chamluk o swojej wystawie: 
Kiedy zaczynałam moją przygodę z malarstwem w 2007 roku to ja szukałam tematów na moje obrazy. Od 2013 roku to tematy szukają mnie, są we mnie i są wyrazem moich przeżyć, odczuć. Czasem zaskakują mnie samą. Przykładem jest namalowany przeze mnie w 2014 roku obraz „Bezmiar błękitu” („Wulkan błękitu”), który miał być czarną czeluścią. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że zamiast po czarną farbę sięgnęłam po błękity.
W moich pracach widać fascynację wszechświatem, bezmiarem, nieskończonością. Są mi one bliskie i mocno wierzę w to, że nie znikamy po śmierci tutaj lecz istniejemy gdzieś „tam”, stając się cząstkami wszechświata. (Bezmiar błękitu”, „Planeta…może Ziemia?”, „Cząstki wszechświata”, „Galaktyczny wir”)
Kolejnym tematem moich prac jest miłość, która dla mnie jest najważniejsza, to ona dała mi siłę do życia, wtedy, kiedy nie widziałam w nim dalszego sensu. Ta najistotniejsza to miłość do samej siebie, świadoma jak nigdy wcześniej. To zgłębianie samej siebie, poznawanie od nowa, od samego początku. To także ta ponad życie, nieskończona, miłość do mojego zmarłego w 2013 roku męża Jacka Hellmoth’a Chamluka. To co stworzyliśmy razem tutaj, to jak byliśmy zżyci ze sobą dodaje mi ciągle sił i sprawia że pozostajemy w ciągłej łączności ponad tym światem. To także ta która zrodziła się trzy lata temu i rośnie w siłę z każdym dniem. To miłość do mojego obecnego mężczyzny Grzegorza. Była ona małym zalążkiem kiedy uległam wypadkowi samochodowemu. Ja byłam wtedy zawieszona między bytem a niebytem i właśnie wtedy kiedy upadałam do rowu na dach samochodu ogarnął mnie ogromny żal: że co? Że to już koniec? Pierwszy raz od długiego czasu poczułam, że chcę żyć, tak bardzo. To były ułamki sekund ale zdążyła jeszcze dogonić mnie myśl, że przecież jeszcze nawet nie pocałowaliśmy się z Grzegorzem. To dziwne, ale po tym tragicznym zdarzeniu poczułam znowu chęć do życia. To także miłość mojej Mamy, bezwarunkowa, „czynna całą dobę, 7 dni w tygodniu”. To miłość bliskich, świadomość, że są. To wreszcie miłość do mojego psa Grinia, niezwykła więź i mobilizacja do tego aby się nie poddawać. To on wyciągał mnie na spacery a uśmiechnięty pysk dawał radość w smutnych dniach. Moje kudłate szczęście. Każdą z nich trzeba pielęgnować a wtedy staje się siłą napędową. („I’m stiil alive”, „Sercodrzew”, „Otwarte serce”, „Emocje”, „Przenikanie”)
Moje prace są wyrazem towarzyszących mi emocji, zarówno nadziei, optymizmu( „Bezmiar błękitu”, „I.m still alive”… jak i, smutku, beznadziei ( „Splin”, „Emocje”)
Moje fotografiki to z kolei zachwyt nad codziennością. Dostrzeganie niezwykłości w zwykłych rzeczach. Poprzez nadanie im artystycznej formy oraz wydruku na płótnie stają się one czymś więcej niż zwykłą muchą, fragmentem brokułu czy codziennie pokonywaną drogą we mgle.
Na wystawie tej zaprezentuję kilka prac sprzed roku 2013, większość obrazów i fotografik powstała po roku 2013 i to one będą przeważały.
Dodatkowo będzie można zobaczyć kilka moich, bardzo osobistych fotografik, których jeszcze nigdzie nie publikowałam. Są dość szokujące, ale są prawdziwe, są wyrazem tego co przeżyłam. Będą one bardzo czytelne dla tych, którzy byli i są blisko mnie.
Malarstwo i fotografika są moim wentylem bezpieczeństwa. Jedni muszą się wygadać aby odczuć ulgę, ja muszę się „wymalować” i „wyfotografować”. Bardzo dużo też się „wypisuję” i może niebawem i tym się z Wami podzielę?
Cóż, pozostaje mi zaprosić Was serdecznie na moją pierwszą, autorską wystawę malarstwa i fotografiki.